Kategorie

Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na własne uszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Na własne uszy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 marca 2012

O wierze i inne audycje

Dla chętnych dzisiejsza audycja (słowo "wiara). A jak ktoś ma więcej czasu, to nawet rekolekcji sobie może posłuchać. :-)

sobota, 10 marca 2012

Słowo ratunkowe na 11 marca

Zainteresowanych zapraszam na kolejne wydanie. Można go wysłuchać pod tym adresem.

niedziela, 4 marca 2012

Kolejna audycja

Dzisiaj audycja jest dwuczęściowa. Hasło - "syn".
Zajrzyjcie pod ten adres.
No, wiem, że dwadzieścia minut z samym autorem, bez żadnego gościa, to trochę przesada, ale może wytrzymacie... :-)

wtorek, 28 lutego 2012

Obiecana Julita

Padł mi net w niedzielę i tak zrobił się wtorek... :-)
Najnowsze "Słowo ratunkowe" z Julitą Wołoszyńską znajdziecie w tym miejscu.
Zapraszam!

poniedziałek, 20 lutego 2012

Dzisiejsze "Słowo ratunkowe"

No dobrze, wczorajsze. Ale wczoraj chciałem opublikować, tylko, jak widać, nie wyszło. :-)
Do znalezienia w tym miejscu.
Za tydzień rozmowa z Julitą Wołoszyńską, którą pewnie wielu z Was zna i lubi. Zapraszam!

niedziela, 12 lutego 2012

Słowo ratunkowe na 12 lutego

A już myślałem, że wysłużę się Twitterem... :-)
Tymczasem rzućcie okiem na czytania. No i jeśli ktoś ma ochotę, to tutaj jest link do audycji. .
A może ktoś ma jakieś pomysły i wnioski racjonalizatorskie? Ja wiem, że z gośćmi audycje ogólnie wychodzą ciekawsze. Niestety, nie zawsze się gościa trafi, a zdalnie nie zawsze mam możliwość nagrać. Kwestia odpowiedniego sprzętu czyli miksera i pochodnych gadżetów.
No dobra. To posłuchajcie.

sobota, 4 lutego 2012

Info o moich audycjach - Słowo ratunkowe: biada

Pomyślałem, że może będziecie zainteresowani niektórymi moimi audycjami, więc zaczynam publikować linki do nich. Tym razem, w cyklu "Słowo ratunkowe", dla którego pretekstem są niedzielne czytania mszalne, słowo "biada".
Nie byłoby od rzeczy rzucić okiem na niedzielne czytania. Znajdziecie je w tym miejscu.
Wiem, że trochę ględzę, ale znów nie miałem gości. Z gośćmi jakoś żywiej idzie. A jak macie ochotę posłuchać wcześniejszych publikacji, to sobie popatrzcie tutaj.

środa, 30 marca 2011

Chwila relaksu

Podrzucam Wam w niniejszym wpisie pioseneczkę śliczną Kuby Kornackiego, który - kto wie - być może nawet bywa na tej witrynie. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Co do Izraela, miejcie cierpliwość, bo stopniowo będzie więcej materiału. Na zdjęciach się dobrze nie znam, więc kogoś muszę zająć tą kwestią. :-)
Miłego odbioru!

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Niedziela u św. Sabiny

W niedzielę (to już trzy tygodnie temu, bo 21 marca) mieliśmy z kolegą wolne. Reszta ekipy prowadziła kurs "Filip", my tymczasem wybraliśmy się byliśmy na Mszę do
kościoła św. Sabiny.
A Msza była szczególna dość, trzeba powiedzieć. Raz, że trwała… no, więcej niż normalnie. Dwa, że było to najprawdziwsze wydarzenie gospel w podwójnym sensie tego słowa: ewangelicznym i muzycznym.
A wszystko wzięło się stąd, że gość, z którym przez cały poprzedni tydzień współpracowałem podczas różnych pobożnych okazji, nawrócił się właśnie dzięki tubylczemu proboszczowi. Było to jakieś… no chyba 17 lat temu. A że w Chicago bywał nieczęsto, postanowił odwiedzić człowieka, a ja się po prostu załapałem.
I w ten sposób mogłem uczestniczyć w jednym z najbardziej niezwykłych wydarzeń duchowych, jakie sobie przypominam z mojego trwającego już nieco żywota.
Najpierw spotkanie z samym proboszczem. Kwadrans, nie dłużej. Już stojąc pod drzwiami plebanii, zorientowałem się, że coś tu jest "nie tak". Przechodzący ludzie dopytywali, czy nam nie pomóc i czy proboszcz wie, że tu stoimy. A nie staliśmy długo (może z minutę).
A jak już weszliśmy do środka, zobaczyliśmy mnóstwo elegancko ubranych świeckich różnych kolorów skóry z przewagą czarnego oczywiście. Oprócz proboszcza w parafii pracuje jeden tylko jeszcze ksiądz - imienia nie powtórzę, ale pochodzi z RPA.
Sam proboszcz mało dość przypomina klasykę gatunku "duchowny". Znaczy ubiera się swobodnie i rozmawia jak człowiek. :) Ponieważ czasu nie było wiele, mój towarzysz i gospodarz przystąpili do wymiany newsów, czemu ja się jedynie przysłuchiwałem. Przy tej okazji mogłem się zorientować, że lokalny duszpasterz nie jest ulubieńcem swoich przełożonych. Kiedyś nawet przeczytał o sobie w gazecie, że jego biskup powiedział: "ojciec Pfleger to chyba powinien odejść z Kościoła". Ciekawa opinia biskupa, nie?
Ale sam o. Pfleger do odejścia się jakoś nie kwapi. Mówi, że nie interesuje go nic poza głoszeniem Chrystusa. Podczas Mszy mogliśmy się przekonać, że naprawdę w to głoszenie wkłada on całe serce.
Jak by co, kazanie ze Mszy,na której byliśmy, znajdziecie
w tym miejscu.
Jest po angielsku oczywiście.

Po spotkaniu z proboszczem udaliśmy się do Kościoła w celu Mszy. Odpowiednie służby pokazały nam miejsca (dość honorowe zresztą). W samym Kościele atmosfera rodzinna bardziej niż sakralna. Wszyscy ze sobą rozmawiają, znają się i nie robią z tego tajemnicy. :)
Ktoś się może dziwić, że nie koncelebrowałem. No, żeby koncelebrować taką Mszę, to się trzeba przygotować odpowiednio. Każdy gest, każda osoba przy ołtarzu, wszystko ma tu swoje znaczenie. I nic nie jest "na pokaz". Podczas całej Mszy naprawdę miałem poczucie obecności Bożej. Ja wiem, Pan Bóg jest obecny na każdej Mszy (i nie tylko na Mszy), ale poczucie Jego obecności - przyznacie chyba - nie zdarza się każdej niedzieli.
No więc po pierwszej godzinie byliśmy jeszcze przed kazaniem. Po następnej kazanie jeszcze się nie skończyło. Wszystko razem trwało trzy godziny i piętnaście minut. Można było zgłodnieć, ale na pewno nie zasnąć. :)
A po Mszy w sklepiku kazanie do kupienia, z czego też nie omieszkaliśmy skorzystać. I stąd właśnie nagranie, które w tym wpisie podlinkowałem.
Mam nadzieję, że i dla Was ten zaoczny udział we Mszy w Kościele św. Sabiny będzie doświadczeniem - bez przesady - spotkania z Panem.


P.S.: Rzućcie też okiem na
materiał filmowy
poświęcony parafii św. Sabiny w Chicago.

czwartek, 11 lutego 2010

Misja "Być"

Zasadniczo wpis niniejszy nie ma nic wspólnego z tym, co robię obecnie, ale sporo mówi o tym, co w ogóle robię. Ci z Was, którzy są ze mną we wspólnocie (Koinonii Jan Chrzciciel), być może nie mają powodu słuchać załącznika, bo nie znajdą w nim nic nowego.
Owóż natknąłem się na nagranie mojej własnej homilii z grudnia ubiegłego roku.
Nakreślę Wam odrobinę jego kontekst. Otóż było to nasze wspólnotowe spotkanie. Jakiś tydzień, dwa wcześniej zostaliśmy obsmarowani nieprzyjemnie w jednym czasopiśmie i aluzje do tego faktu znajdziecie w mojej wypowiedzi, choć akurat nie jest to jej najistotniejsza treść. Opierając się na czytaniach mszalnych:
Mi 5,1-4a i
Łk 1,39-45
mówiłem o istocie naszej misji. Jeśli więc interesuje Was, co jest dla mnie najważniejsze, to zapraszam do
posłuchania załącznika.
Waży 15,2 mb i trwa 15 minut i 51 sekund.

piątek, 22 stycznia 2010

Nasza Lenie

Taaa... Obiecałem dać posłuchać naszego organisty i dziewczyny, która animuje śpiew na Mszach niedzielnych.
No to
proszę.
No klimat inny nieco niż na Time Square, ale mnie i tak się podoba.

czwartek, 21 stycznia 2010

Manhattan

W zasadzie tytuł mówi mniej-więcej, o co chodzi. We wtorek pojechaliśmy na spacerek po Manhattanie. Nawiasem wyjaśnię, że w domach naszej wspólnoty praktykuje się taki wspólny dzień wypoczynku raz w tygodniu. Dziś było to zasadniczo pół dnia, ale kto by tam się spierał o szczegóły...
No więc się udaliśmy metrem ze stacji przy kościele św. Tomasza, gdzie codziennie o 12:15 odprawiam Mszę. A w metrze tutejsze "swojskie klimaty". W pewnym momencie wsiadła grupka, to się chyba poprawnie mówi, Afroamerykanów i zaczęła śpiewać bardzo ślicznie na głosy. Pewnie by pośpiewała (ta grupka znaczy) nawet chwilę dłużej, aleśmy im nie dali na chleb, więc wysiedli na najbliższym przystanku.
Mieliśmy kilka punktów do zrealizowania. najpierw Central Park. Połaziliśmy trochę. Po drodze minęliśmy między innymi towarzystwo jeżdżące na łyżwach (tak zimno nie jest, tylko lodowisko sztuczne się w CP znajduje.
Potem było
Apple Store na Piątej Alei. Kto ciekaw, odsyłam do najbliższej "Makosfery". Będzie widoczna w odnośnikach do blogów wśród newsów "Makowiska".

Jeszcze potem była wizyta w sklepie muzycznym, gdzie posiedziałem sobie przy kilku fajnych cyfrowych pianach i pomarzyłem nie bez nadziei na realizację. Jesteśmy wszak w Ameryce. :)
No i na koniec - wizyta w
Time Square Church
- kościele założonym przez słynnego
Davida Wilkersona. Relacji
można sobie posłuchać
(waży jakieś 56 mb i trwa 59 min. i 19 sek.)..
Wystarczy? Takie sobie wypoczynkowe popołudnie. :)