Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrażenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrażenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2013

Etna dymi, a ja w lesie

To, co widać wokół mnie, to las korkowy.

 

Zdjęcie pochodzi z 18 października, kiedy po przylocie do Trapani, miałem dzień postoju w miejscowości Calatafimi. W ramach relaksu wyruszyliśmy ze znajomym na małą przejażdżkę krajoznawczą. Tak właśnie znalazłem się w korkowym lesie, zwanym Angimbe. 

Wrażenie jest niesamowite, bo cisza w tym miejscu jest jakby ciszą innego poziomu. Owszem, słychać zwierzostan, ale poza tym - zero pogłosu, czy innych dźwięków. Taki efekt wywołuje kora dębów korkowych, których, jak widać, rośnie tam dostatek.

Od tamtego dnia zdążyłem już przemieścić się do San Cataldo, do Oazy naszej wspólnoty. Temperatury wciąż letnie.

Dzisiaj Etna pluje nam popiołem do domów. Wszędzie mnóstwo czarnego pyłu. A! Szkoda, że nie zrobiliśmy zdjęcia. Wierzcie na słowo. Z tą Etną, to kupa różnych problemów wynika, bo może się okazać, że w najbliższych dniach będą problemy komunikacyjne, np. na lotnisku w Catanii. Spodziewamy się gości i nie wiadomo, czy dolecą. Zresztą i mój wylot (6 listopada) mógłby być lekko niepewny, gdyby się Etna nie uspokoiła w najbliższym czasie.

 

środa, 28 marca 2012

Pozdrowienia z podróży

Po dwóch dniach rekolekcji w kryminale jestem przekonany bardziej niż kiedykolwiek dotąd, że także tzw. Złoczyńcy, którzy rzeczywiście skrzywdzili niewinne osoby, sami są ofiarami zła. To oczywiście żadna nowość, ale wiedzieć to jedno, a słuchać, jak przyznają się do tego, co zrobili, to zupełnie co innego. Tymczasem przemieszczam się nocnym autobusem relacji Zamość-Słupsk, który na 4:20 dowiezie mnie do Bydgoszczy. Stantąd o ruszam jutro do Gniezna na ostatnie spotkanie z Tadziem. Mam nadzieje, że spotkam tam niektórych z Was. Do zobaczenia!

środa, 13 kwietnia 2011

Fajna homilia abp. Gądeckiego

Wygłosił ją w Archikatedrze św. Jana w Warszawie w pierwszą rocznicę katastrofy Smoleńskiej.
Najpierw przeczytałem komentarz do komentarza. Zaręba w "Rzepie" neutralizował zajadły atak na Metropolitę Poznańskiego, który po prostu głosił Ewangelię. A potem przeczytałem samą homilię. Śliczna i budząca wiarę. W przeciwieństwie do różnych wypowiedzi przedstawicieli Kościoła, jakie można było usłyszeć w samym dniu katastrofy.
O tamtych żenujących wystąpieniach pisałem swego czasu na łamach "Naszego Głosu". Kto chce, niech Zajrzy.
No więc tę homilię z 10 kwietnia polecam Waszej uwadze, jeśli znajdziecie chwilę na spokojną lekturę.

czwartek, 24 lutego 2011

Dwa zimowe miesiące

Ok, no wiem, że znów przesadziłem. Tym bardziej, że w zasadzie byłoby nawet o czym opowiadać.
Po pierwsze na początku stycznia odwiedziłem moją osobistą rodzinkę, o czym chyba nikt poza zainteresowanymi nie wiedział. A, sorry, wiedzieli jeszcze moi koledzy, moderatorzy bydgoskiego seminarium i jeden kolega proboszcz. To były bardzo miłe spotkania. Bo, jak to powiedziała pewna pobożna pani, kiedy nie chciałem jej poświęcić zapałek, "mało jest teraz wierzących księży". :-)
Jako punkt drugi powinienem chyba umieścić wyprawę do Pragi, gdzie wziąłem udział w międzynarodowym seminarium poświęconym duchowości naszej wspólnoty. Można nawet powiedzieć, że było to światowe seminarium, bo nie zabrakło towarzystwa zza Wielkiej Wody. Cóż: trzygwiazdkowy hotel, znakomici mówcy i doborowe towarzystwo oraz narodowy napój Czechów ze zniżką dla uczestników seminarium. A przede wszystkim radość z tego, że się jest na swoim miejscu. A uczucie wzięło się stąd, że ktoś znowu nazwał po imieniu to, co mnie pociągnęło do wspólnoty. To tak, jakby sobie człowiek przypomniał... No dobra, bo bym się zrobił romantyczny.
Punkt trzeci to Ogólnopolskie Seminarium Liderów Ewangelizacji w Warszawie (połowa stycznia). Tym razem nie hotel, a dom rekolekcyjny, o czym zostaliśmy z kolegą poinformowani od razu w recepcji, ponieważ zapytaliśmy nieostrożnie, czy nie dałoby się czegoś przekąsić. Chodziło nam o jakikolwiek bar albo bufet, byle coś wrzucić na ruszt. Ale gdzie tam! No nic. Ruszyliśmy więc do naszego "rekolekcyjnego pokoju” na trzecim piętrze. Przy windzie kolejna niespodzianka. Napis głosi: "winda tylko dla gości hotelowych. No, ale, myślę sobie, skąd oni tu gości hotelowych wezmą, skoro to dom rekolekcyjny? Z uczuciem, że jedziemy na gapę, wtoczyliśmy się jednak razem z naszymi walizkami i komputerami do owego hotelowego dźwigu. Po wejściu do pokoju znów nie mieliśmy wątpliwości, że to nie jest hotel: pomiędzy dwoma piętrowymi łóżkami można było przechodzić tylko pojedynczo i to pod warunkiem, że się człowiek jakoś dogadał ze współspaczem, bo ruch odbywał się wahadłowo: jeden przechodzi, a drugi stoi w kącie. No i wisienka na torcie: o ile w prawdziwym hotelu w jak najbardziej świeckiej Pradze, w szufladzie nocnego stolika zastaliśmy zgodnie z hotelowym standardem Pismo Święte, to w domu rekolekcyjnym, w tym samym miejscu można było znaleźć co najwyżej modlitewnik. No comments...
Po drodze były jeszcze różnego rodzaju spotkania wspólnotowe, jak np. kurs biblijny w Białymstoku albo wizyty różnych fajnych ludzi u nas w domu… Jednym słowem to, co zwykle.
W najbliższej perspektywie wyjazd do Izraela na tydzień w marcu. Już się zastanawiam, jakby tu Was informować o przebiegu całego zajścia, bo kto to wie, czy internet będzie w zasięgu bez konieczności wzięcia kredytu hipotecznego. W razie czego jest jeszcze Twitter, który - dodam dla porządku - możecie śledzić również na tej stronie.
To chyba tyle tym razem. Pozdrowienia!

niedziela, 11 kwietnia 2010

Lepiej nie mówić

Słuchajcie, nie ma co chyba wygłaszać kolejnych zbyt płytko brzmiących słów w związku z tym wszystkim, co się wczoraj wydarzyło. Odzywam się, bo trafiłem w necie na tekst, który niestety oddaje dość wiernie moje odczucia towarzyszące słuchaniu różnych ludzi Kościoła, wypowiadających się w telewizorze.
Rzućcie może okiem.
No więc nie pojmuję, dlaczego pasterze i przewodnicy (zwróćcie uwagę na wymowę tych słów) sprawiają wrażenie, jakby prowadzili ludzi w kosmos, gdzie niczego w zasadzie się nie odczuwa i nic nie przyciąga nas ku sobie. Taka zupełna deprywacja emocjonalna. Niech mi ktoś powie, ile są warte choćby najmądrzejsze mądrości, skoro nie można doszukać się w nich jakiegokolwiek ludzkiego zabarwienia? A może to po prostu strach i zasłona dymna, żeby nie pokazać, że chociaż się jest przewodnikiem i pasterzem, to się nie ma zielonego pojęcia dokąd to stado prowadzić i skąd wziąć dla niego paszę?
Może to i niestosowne, bo dzisiejszy dramat obfituje w tematy do refleksji i nie ma potrzeby dorzucać drew do płonącego stosu. No, ale moje schorzenie zawodowe nie pozwala mi tego nie zauważać.
chcesz być duszpasterzem - porzuć wszelkie ludzkie odruchy. Tak to wygląda. Czemu? - Nie wiem. mam jednak nadzieję, że ci, których dziś słyszałem, chociaż prywatnie i bez kamer potrafili się przejąć i nie udawać, że duchowo są ponad to.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Taka sobie niedzielna historyjka

Nie wyobrażałem sobie, że dożyję takiej chwili. Nasi w domu (tym obecnym, amerykańskim) uprzedzali, że prędzej czy później mnie to czeka. A chodzi o Mszę w ledwo czynnym kościele Św. Rodziny, do którego przylega nasza plebanijka. najbardziej w tej Mszy chodzi o panią śpiewającą. Z tym jeszcze da się wytrzymać. Pani jednak towarzyszy sobie odtwarzaczem płyt kompaktowych, podgrywającym pieśni w różnych wykonaniach. Sęk w tym, że odtwarzacz albo płyty - sam nie wiem - nadaje się do wy…wy…wy…wy…rzucenia. Tak mniej-więcej działa.
A na koniec pani pyta: "ładnie było"?

wtorek, 26 stycznia 2010

Wizyta

Właściwie zamierzałem pominąć ten wieczór i miłosiernie zapuścić nań zasłonę milczenia. Zanosiło się na porażkę, ale jej rozmiary przerosły moje najgorsze oczekiwania.
Dobra. Od początku. Zostaliśmy zaproszeni do znajomych. Ludzie ci przychodzą czasem do nas na spotkania (zawsze z pieskiem w takiej specjalnej walizce na kółkach; niestety piesek czasem z walizeczki wychodzi i łazi, gdzie chce; biada mu na coś nie pozwolić, bo się pani popłacze). Są fryzjerami. On się chwali, że obcinał włosy na niejednej słynnej głowie (z głową córki Berlusconiego włącznie).
O niej przez wrodzoną delikatność zamilczę, bo w końcu IQ zależy również od kwestii genetycznych, więc pewnie byłbym niesprawiedliwy.
Siedząc wczoraj przy stole w ich dopiero co kupionym domu, mogłem posłuchać mądrości gospodarza. Znów przemilczając różne wkurzające mnie, ale nader prywatne sprawki fryzjera, podzielę się z Wami tylko jedną rzeczą. Zachwalając amerykański porządek i bezpieczeństwo, koleś rozpływał się nad tym, jak to przyuważył jakiegoś łebka, zaglądającego mu w okna z oczywistym zamiarem wybadania, co też właściciele zaposiadają. Zadzwonił więc na policję, a ta przyjechała po pół minuty. Dorwali niedoszłego wciąż złodziejaszka, stłukli na kwaśne jabłko i zapuszkowali na całe pół roku. Nie zdzierżyłem i zapytałem, czy on (gospodarz) jest bardzo dumny z tego, jak się załatwił z kandydatem zaledwie na złodzieja. Wyglądało, że był. Szlag mnie trafił. Oczywiście okazja nie nadawała się, żebym tematem zajął się poważniej, zwłaszcza, że reszta naszych starała się o niezaognianie sytuacji. Chyba po raz pierwszy zetknąłem się z tak bezpośrednim, zimnym i okrutnym egoizmem. Oczywiście, każdy ma prawo bronić swojej własności i przeciwdziałać ewentualnym szkodom, ale dzika satysfakcja człowieka, którego obsesją jest to, co posiada i święty spokój, to co innego. Chałupa pełna obrazów. Kamery w środku i na zewnątrz. O alarmach nie wspominam, bo dopiero się zakładają.Z rozmowy wynika, że pan nie tyle politycznie jest na prawo, ile że sercem jest przy włoskich faszystach. Cholera, coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu.
Konkluzja? Jeden z naszych, nie bez racji zwrócił mi uwagę na to, że i takich typów mamy ewangelizować i to ewangelizować próbując nawiązać z nimi relacje. Ale jak tu się z takim zaprzyjaźnić?