Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


wtorek, 26 stycznia 2010

Wizyta

Właściwie zamierzałem pominąć ten wieczór i miłosiernie zapuścić nań zasłonę milczenia. Zanosiło się na porażkę, ale jej rozmiary przerosły moje najgorsze oczekiwania.
Dobra. Od początku. Zostaliśmy zaproszeni do znajomych. Ludzie ci przychodzą czasem do nas na spotkania (zawsze z pieskiem w takiej specjalnej walizce na kółkach; niestety piesek czasem z walizeczki wychodzi i łazi, gdzie chce; biada mu na coś nie pozwolić, bo się pani popłacze). Są fryzjerami. On się chwali, że obcinał włosy na niejednej słynnej głowie (z głową córki Berlusconiego włącznie).
O niej przez wrodzoną delikatność zamilczę, bo w końcu IQ zależy również od kwestii genetycznych, więc pewnie byłbym niesprawiedliwy.
Siedząc wczoraj przy stole w ich dopiero co kupionym domu, mogłem posłuchać mądrości gospodarza. Znów przemilczając różne wkurzające mnie, ale nader prywatne sprawki fryzjera, podzielę się z Wami tylko jedną rzeczą. Zachwalając amerykański porządek i bezpieczeństwo, koleś rozpływał się nad tym, jak to przyuważył jakiegoś łebka, zaglądającego mu w okna z oczywistym zamiarem wybadania, co też właściciele zaposiadają. Zadzwonił więc na policję, a ta przyjechała po pół minuty. Dorwali niedoszłego wciąż złodziejaszka, stłukli na kwaśne jabłko i zapuszkowali na całe pół roku. Nie zdzierżyłem i zapytałem, czy on (gospodarz) jest bardzo dumny z tego, jak się załatwił z kandydatem zaledwie na złodzieja. Wyglądało, że był. Szlag mnie trafił. Oczywiście okazja nie nadawała się, żebym tematem zajął się poważniej, zwłaszcza, że reszta naszych starała się o niezaognianie sytuacji. Chyba po raz pierwszy zetknąłem się z tak bezpośrednim, zimnym i okrutnym egoizmem. Oczywiście, każdy ma prawo bronić swojej własności i przeciwdziałać ewentualnym szkodom, ale dzika satysfakcja człowieka, którego obsesją jest to, co posiada i święty spokój, to co innego. Chałupa pełna obrazów. Kamery w środku i na zewnątrz. O alarmach nie wspominam, bo dopiero się zakładają.Z rozmowy wynika, że pan nie tyle politycznie jest na prawo, ile że sercem jest przy włoskich faszystach. Cholera, coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu.
Konkluzja? Jeden z naszych, nie bez racji zwrócił mi uwagę na to, że i takich typów mamy ewangelizować i to ewangelizować próbując nawiązać z nimi relacje. Ale jak tu się z takim zaprzyjaźnić?

4 komentarze:

  1. Jak? Ano modlić siem - już tam JEZUS cosik wymyśli.
    A ten, no - chociaż mu niechcący na tego pieska nastąpiłeś?
    Nie no, głupi żart, już siem idem usiąść w kałuży i wstydzić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bogiem a prawdą takie rozwiązanie przyszło mi do głowy jeszcze zanim poznałem bliżej właścicieli. Od tego momentu piesek działa mi na nerwy znacznie mniej niż... Ale tu by przydepnięcie mogło nie wystarczyć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś Waść autor tak zamilkł? Czyżby ochroniarz w porywie obowiązków nie dopuszcza naszego Robercika do kompjutera? Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  4. ...jakoś nie wierzę, żeś tego pieska milczeniem potraktował... na mojego to szczekałeś ;o)
    a co do właścicieli...z miłością wytykać ich egoizm i materializm, z miłością napominać...
    nam tak każą robić, i jakoś się sprawdza
    powodzenia!

    OdpowiedzUsuń