Tak się nazywa
wspólnota, na której opiera się "Radio Jesús" w Nowym Jorku.
Byłem tam dzisiaj i odprawiałem dla nich Mszę. Bardzo to charyzmatyczne towarzystwo. Większość - pochodzenia latynowskiego, ale nie brakowało i tzw. "Afroamerykanów". Rozmawiałem nawet z jedną Bułgarką.
500 osób jak nic. Po raz pierwszy w życiu miałem "ochroniarza". koleś, który mnie wyprowadzał, pilnował, żebym nie utknął w tłumie różnych osób, zapotrzebowujących błogosławieństwa albo modlitwy. Sam bym na to nie wpadł.
Pięć lat VoiceOvera dla iOS
-
Skoro już odzywam się co najwyżej od wielkiego dzwonu, to przynajmniej
niech to będzie super okazja. :-)
Panie i Panowie, oto dziś mija pięć lat od pokaz...
11 lat temu
łaaał, ochroniarz. To, to tylko w Ameryce może być :)
OdpowiedzUsuńA swoją drogą, zaciekawiło mnie jak to jest: tu w Europie czsem też pojawi się ktoś, kogo możnaby prosić o modlitwę i błogosławieństwo, ale nie ma tu wielu chętnych, którzy chcieliby zakłócać jego święty spokój. Co najwyżej wielu wyrazi wielkie zdziwienie, że się taki na tej ziemi uchował... Czy naprawdę tam takie zainteresowanie? czy może jednak ten ochroniarz był potrzebny z innych powodów?
pozdrawiam serdecznie
Dorota z Antwerpii
Heja!
OdpowiedzUsuńJaki tam ochroniarz? Janioł to był! Najprawdziwszy! Niechybnie Janioł Stróż - jeżeli wyszedł ze stróżówki. A jak wyszedł z biurka, to zapewne dlatego, że krzyczeli ZBIÓRKA, ZBIÓRKA! Czyli kolekta.
Robercik, a jakie powiązania maszże Ty zez tym radyjem?
Na marginesie - gadajo tam i gadajo, a muzyki uświadczyć jak ze świecom.
Cze.
No więc tak: po pierwsze rzeczywiście sporo osób prosiło o modlitwę, czy chociaż błogosławieństwo. Ponieważ jednak towarzystwo musiało się wynosić z sali o określonej godzinie, nie bardzo chcieli, żeby przedłużać.
OdpowiedzUsuńPo drugie: ja niestety jeszcze nie dałem rady posłuchać tego radia, bo na Maku coś nie idzie, choć niby się instaluje odpowiednia wtyczka. Muszę popytać znawców. Moje powiązania z radiem na razie nie istnieją. Tyle. :)