Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


czwartek, 21 stycznia 2010

Manhattan

W zasadzie tytuł mówi mniej-więcej, o co chodzi. We wtorek pojechaliśmy na spacerek po Manhattanie. Nawiasem wyjaśnię, że w domach naszej wspólnoty praktykuje się taki wspólny dzień wypoczynku raz w tygodniu. Dziś było to zasadniczo pół dnia, ale kto by tam się spierał o szczegóły...
No więc się udaliśmy metrem ze stacji przy kościele św. Tomasza, gdzie codziennie o 12:15 odprawiam Mszę. A w metrze tutejsze "swojskie klimaty". W pewnym momencie wsiadła grupka, to się chyba poprawnie mówi, Afroamerykanów i zaczęła śpiewać bardzo ślicznie na głosy. Pewnie by pośpiewała (ta grupka znaczy) nawet chwilę dłużej, aleśmy im nie dali na chleb, więc wysiedli na najbliższym przystanku.
Mieliśmy kilka punktów do zrealizowania. najpierw Central Park. Połaziliśmy trochę. Po drodze minęliśmy między innymi towarzystwo jeżdżące na łyżwach (tak zimno nie jest, tylko lodowisko sztuczne się w CP znajduje.
Potem było
Apple Store na Piątej Alei. Kto ciekaw, odsyłam do najbliższej "Makosfery". Będzie widoczna w odnośnikach do blogów wśród newsów "Makowiska".

Jeszcze potem była wizyta w sklepie muzycznym, gdzie posiedziałem sobie przy kilku fajnych cyfrowych pianach i pomarzyłem nie bez nadziei na realizację. Jesteśmy wszak w Ameryce. :)
No i na koniec - wizyta w
Time Square Church
- kościele założonym przez słynnego
Davida Wilkersona. Relacji
można sobie posłuchać
(waży jakieś 56 mb i trwa 59 min. i 19 sek.)..
Wystarczy? Takie sobie wypoczynkowe popołudnie. :)

9 komentarzy:

  1. Posłuchałem. Robercik, nawieź trochę takich organistów :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mi się podobało. :) Niebawem prawdziwy organista i prawdziwa śpiewaczka, tym razem z naszego Kościoła parafialnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Energiczny człowiek (ten co mówi), miło posłuchać.

    Pozdrowienia z Krainy Deszczowców
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  4. Heleł. Ja w kwestii formalnej - gdzież ona Deszczowców ta Kraina? Bo nie wiem czy to nowa Dorota, czy stara na wojażach? Pozdrowaśka.

    OdpowiedzUsuń
  5. No, Wojtuś, ja ci dam mówić o Dorocie "stara". :) To ciągle ta sama Dorota z Antwerpii, bo nowa z Krakowa jak dotąd nas nie zaszczyciła.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kraina to nieco zaczarowana jest, a próby ustalenia długości i szerokości geograficznej byłyby raczej nie na miejscu. Często jest tu deszcz, a potem na niebie jest tęcza, a ponad chmurami zawsze jest słońce. Są tu wspaniałe drzewa, piękne kwiaty, różni ciekawi ludzie i z całą pewnością ne ma tu starych Dorot.

    serdeczności
    Dorota z Antwerpii

    OdpowiedzUsuń
  7. ojjj...to na końcu tęczy trzeba kociołka ze złotem szukać :o)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hie hie. Się obawiam, że takiego trzeba szukać kociołka nie ze złotem, ale ze świeczką :o) Zresztą nie wszystko zło to co się święci.
    A Eliza, to bliżej którego końca mieszka?

    OdpowiedzUsuń
  9. A ELiza mieszka prawie centralnie :o) we stolycy Polski Ludowej ;o)

    OdpowiedzUsuń