Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


niedziela, 19 września 2010

Przystanek Wenecja

4 września wyruszyliśmy z naszą ekipą na doroczne spotkanie do Recanati. Trochę plażowania, trochę rekolekcji popołudniami. A przede wszystkim miłe spotkanie z mordkami, których nie oglądasz czasem przez okrągły rok.

Po drodze zahaczyliśmy o Wenecję, po której pobiegaliśmy nieco. Plac i Bazylika św. Marka oczywiście, ale zanim się tam dotarło z parkingu - próba sił z naciągaczami na transport tramwajem wodnym lub motorówką (od sześciu i pół do dziesięciu euro na głowę). Wyszliśmy z niej zwycięsko i natychmiast zostaliśmy nagrodzeni: do Piazzale Roma można bardzo przyjemnie dojechać kolejką napowietrzną (jeden euro za osobę). No a stamtąd siłą rzeczy trzeba było per pedes. Fajne są te wąskie uliczki Wenecji. A sam plac należy do tych miejsc, gdzie cały świat przysyła swoje delegacje. Ten szumek międzynarodowy, taki typowy dla miejsc w rodzaju Central Parku, Manhattanu w ogóle albo Placu św. Piotra.

O plaży nie opowiadam, bo to zjawisko typowe dość i jedni lubią bardziej, a inni mniej. Pogoda póki co jest. Znaczy przyzwoita jest.

P.S.: Nie udało się opublikować tego wpisu wcześniej z powodu marności dostępu do netu. Tymczasem dziś jestem już w domu i wakacje należy uznać za zakończone.

1 komentarz:

  1. Witka! To mnio, iże Waść autorze wypoczęty o tej porze. Skoro skończone, to pisz zatem teraz co rozpoczęte. Bo tu ciekawość nadgryza. Pozdrawiasy tu zaglądającym. Papucie.

    OdpowiedzUsuń