No i dobrze, bo "nic nie może przecież wiecznie trwać".
Tym bardziej, że impreza, którą się organizuje, trwa dla organizatorów przez cały okres przygotowań, więc nie dziwi, że jej koniec cieszy bardziej niż początek. :)
To, co powyżej, to oczywiście niewybredna emanacja mojego stanu. I to raczej fizycznego niż duchowego, bo, jak łatwo się domyślić, to nie duch, tylko ziemska powłoka cierpi najbardziej przy podobnych okazjach.
Co by Wam tu o naszym kongresie...
Niektórzy wiedzą: kongresy to nie moja specjalność. I pewnie dlatego nadaję się mało do ich relacjonowania.
Ten tutaj jest o tyle ciekawy, że wnosi pewien przełom do życia naszej nowojorskiej wspólnoty. Do tej pory, oprócz braci i sióstr konsekrowanych, w Nowym Jorku nie było członków Koinonii. Byli sympatycy. Tymczasem dzisiaj ok. 90 osób postanowiło przyłączyć się do nas. Najpierw na rok. Potem, jeśli nie zmienią zdania, na trzy lata, znów na trzy, aż w końcu, jeśli będą żyli i nie stracą ochoty, na całe życie.
Kiedyś próbowałem objaśnić te nasze wspólnotowe zobowiązania jednej pani redaktor. Niestety, postanowiła wmontować te moje wyjaśnienia w wypowiedź kogoś innego, a moje odpowiedzi na pytania pominęła albo przewróciła na lewą stronę. To tak na marginesie.
Czasami nas ludzie pytają: a po co Wam te jakieś zobowiązania, czy coś? Pachnie zakonem albo przynależnością partyjną.
Pewnie. Bo dzisiaj zobowiązania w ogóle nie mają najlepszej prasy i jak ktoś do czegoś się zobowiązuje, to wiadomo, że albo mu w końcu przejdzie, albo jest zmanipulowany. :)
Kurczę, moja gadatliwość jest miarą mojego zmęczenia.
Dobra. W imprezie wzięło udział ok. 250 osób (w szczycie). Na tutejsze warunki to sporo.
W ostatniej chwili zmontowany zespół pokazał średnią klasę latynowskich wspólnot charyzmatycznych: głośno i beztrosko.
A ja? Co ja tam robiłem? Nagrywałem i wydawałem płyty. :) Udało nam się osiągnąć mały sukces: ludzkość, wychodząc ze spotkania, albo idąc na przerwę, mogła już kupować płyty z nauczaniem, które się właśnie zakończyło.
A teraz idę spać.
Pięć lat VoiceOvera dla iOS
-
Skoro już odzywam się co najwyżej od wielkiego dzwonu, to przynajmniej
niech to będzie super okazja. :-)
Panie i Panowie, oto dziś mija pięć lat od pokaz...
11 lat temu
A Robercik nie zmęczyłeś się tym iściem spać? Daleka to była droga? I co dalej - w sensie po obudzeniu? Jaka kolej (PKP) rzeczy? Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńpachnie zakonem albo przynależnością partyjną... to i tak dobrze, bo o naszej mówią sekta ;o)
OdpowiedzUsuńEliza, a która to wasza?
OdpowiedzUsuńA potem czyli dzisiaj było, że siedzę nad tubylczą telekomunikacją. Zainstalowałem nowy router i wykonywam testowe połączenia telefoniczne, bo router ma dwa gniazdka telefoniczne. na razie zagadkowe wydaje się uruchomienie numeru telefonicznego, ale i to w najbliższym czasie zamierzam przełamać. :)
OdpowiedzUsuńNie wiem, kiedy Eliza Ci odpowie, Wojtuś, ale chyba nie wkraczam w privacy, jeśli zamelduję, że jej wspólnota to Neo.