Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


środa, 24 marca 2010

Chicago

Nie było czasu, żeby opowiadać dzień po dniu, więc teraz taka "zbioróweczka".
Siedzę na lotnisku i czekam na boarding do samolotu, który zabierze mnie z Chicago do Nowego Jorku. Od ubiegłego poniedziałku byliśmy tu z dwoma braćmi i jedną siostrą. spotykaliśmy się z ludźmi, którzy chcą przyłączyć się do naszej wspólnoty; odwiedzaliśmy parafie, w których odprawialiśmy Msze i modliliśmy się za chorych. ja miałem szczęście brać również udział w spotkaniu grupy Anonimowych Alkoholików. Mówię szczęście, bo ich świadectwo po mojemu jest dużo mocniejsze i bardziej wiarygodne niż cokolwiek, co ja im mogłem powiedzieć. Grupa dwudziestoosobowa - niby nie dużo, ale wystarczyło, żeby nie tylko się modlić i słuchać księdza z Polski, ale też dzielić się świadectwem i zadawać pytania.
W środę trafiłem do tubylczego "Radio Maria".
Było tak: pani, która organizowała nasz pobyt w Chicago, ma znajomego. Facet jest niewidomy i prowadzi audycję w rzeczonej rozgłośni (radio nadaje po hiszpańsku). Koleś zaprosił mnie do udziału w programie. Było śmiesznie, bo on nie mówi po hiszpańsku, więc korzysta z tłumaczki. Zadawał mi pytania, a moich odpowiedzi dziewczyna już mu nie tłumaczyła, boby to przedłużało audycję. To był jak rozmowa z głuchym. :) Ale w sumie wyszło fajnie. Bardzo jakoś przypadli mi do serca oboje - ten prowadzący i tłumaczka. Strasznie normalne towarzystwo. A radio - jak to radio - nie specjalnie w moim stylu, wyposażone średnio w stronę marnego, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka nie posiada pewnych cech, znanych z toruńskiej rozgłośni.
Aha, dowiedziałem się przy okazji, że polskiemu "RM" chciano podobno odebrać prawo do używania nazwy, tak bardzo odstaje od całej reszty. :)
W czwartek odprawiałem Mszę po polsku - pierwsza i jedyna, jak dotąd. Tłum wiernych liczył dwadzieścia cztery osoby (piszę słownie, żeby nie było podejrzenia o literówkę). Nic dodać, nic ująć.
W piątek odwiedziłem polskich karmelitów w Indianie. Bardzo mili faceci.
W sobotę natomiast prowadziłem dzień skupienia dla Odnowy Charyzmatycznej w Fort Wayne (Indiana). Wspólnota latynowska, bardzo przyjemna, otwarta i gościnna. Tematy, jakie mi zaproponowali, trochę mnie na początku ubawiły, ale ostatecznie postanowiłem od nich zacząć, żeby powiedzieć coś pozytywnego. A tematy były następujące:
1. Zwyciężać pokusy ciała w Wielkim Poście.
2. Zwyciężać pokusy świata w Wielkim Poście.
3. Zwyciężać pokusy Szatana w Wielkim Poście.
Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że po mojemu z pokusami walczyć nie wolno. Pokus trza unikać; inaczej może być za późno. :)
No i dobra. Tyle. Niedziela w osobnym wpisie.

1 komentarz: