Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


poniedziałek, 22 lutego 2010

Niezły Meksyk 4


A myślałem, że już nie będzie wpisów z Meksyku. No ale jak tu nic nie napisać po wycieczce do
Guadalajary?

Ale najpierw było 
Tlaque Paque. Taka w sumie nie za wielka mieścina koło Guadalajary. Klimat zrelaksowany i spokojny. Aż miło było połazić. Odwiedziliśmy dwa kościoły i w cale się w tym celu nie nałaziliśmy, bo rzeczone kościoły stały jakieś 100 metrów od siebie. Przy okazji zatrzymaliśmy się przy stoisku z filmami (oczywiście pirackimi, bo w Meksyku piractwo nie istnieje, tak jak nie istnieją legalne kopie). :) Śmiesznie, bo pomiędzy całkiem pobożnymi filmami typu "Dawid" czy "salomon", można było znaleźć "Ostatnie kuszenie Chrystusa", a nawet - uwaga - cały serial "Ptaki ciernistych krzewów". No, przyznacie, że podejście wysoce pluralistyczne. Aha, znalazłem też nagrane audycje telewizyjne sprzed wieeelu, wieeelu lat, autorstwa o. Roman Que Romano. Na ich podstawie ukazała się książka "mój Chrystus połamany". Kto ją gdzieś zobaczy, polecam lekturę. Bardzo fajna rzecz.

Ze spokojnego 
przemieściliśmy się do
Guadalajary,
a tam "wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy". Znaczy nie dokładnie, ale coś na kształt. 
Tubylczy skauci co roku, w okolicach rocznicy ich powstania, organizują zbiórki na jakiś szczytny cel. W tym roku jest to pomoc osobom, które mimo upływu lat nie ukończyły żadnej szkoły. hasło zbiórki, jeśli nie pomylę, brzmiało: "później zacząć - szybciej skończyć". 
Fiesta była fajna; konkursy, występy, pokazy. Skauci grzecznie informujący gawiedź o sensie uroczystości i o możliwości udzielenia wsparcia. No kultura.
Parę kroków stamtąd był teatr, katedra i coś na kształt Pałacu Sprawiedliwości. 
Upał, jak widać. 
A skoro o upale, to lody w
Guadalajarze
mają wyśmienite. No i kulki prawie dwukrotnie większe niż u nas!
Na koniec wyprawa do
parku Colomos.
Rzućcie sobie okiem. A ludzi było do oporu.
Fotka przedstawia koleżeństwo z Oazy w Meksyku, Nowym Jorku no i mnie z Polski.

8 komentarzy:

  1. Przywitam się globalnie: Dobre 24h! Piyknie się Robert opalił. Chyba odbywały się te rekolekcje na świeżym powietrzu. Pozdrowaśka.
    P.S. Tylko nie wikipedia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Robert, a ten jegomość któremu usiadłeś na prawym kolanie i przygniotłeś mu rękę, to co za jeden? Nie wygląda zdrowo.

    Zaś tu u mnie ciągle pada i pada.
    Pozdrawiam serdecznie
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  3. aha.
    To znaczy, że mieszane towarzystwo tam w tym Meksyku jest ;)

    Posyłam serdeczne pozdrowienia z małego, europejskiego miasteczka na A :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyżby "A" jak "Antwerpia"?

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak Antwerpen :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozumiem, że te lodowe kulki to całkowicie bezkaloryczne????-siostra rodzona

    OdpowiedzUsuń
  7. Pewnie nie, ale za to po zjedzeniu dwóch czuło się w żołądku cztery. :)

    OdpowiedzUsuń