Wczoraj późnym wieczorem dotarliśmy w końcu do Guadalajary. Szybkie formalności paszportowe, a potem miłe przywitanie meksykańskiej "kapeli ludowej". Mimo późnej pory grali i śpiewali żwawo.
Przespaliśmy się w naszym domu pod miastem, a nazajutrz, czyli dziś rano, wyruszyliśmy - tak, to nie pomyłka - w dalszą podróż. Jakieś trzy godziny jazdy samochodem od naszego domu znajduje się miejsce rekolekcji, na które właśnie się spóźniliśmy. Przy okazji jest to również miejsce powstania i pierwszy dom
Legionistów Chrystusa.
Nie znam ich, choć ostatnio dość było o nich głośno na okoliczność nieprzyjemnej niespodzianki, jaka została po założycielu. Kto wie, ten wie, a kto nie wie i jest ciekaw, może sobie doczytać. Dość, że z tego wszystkiego legioniści nie przepadają za mieszanymi wspólnotami i nasze siostry musiały się zakwaterować w domu oddalonym o parę kilometrów od miejsca, gdzie mieszkają bracia. Samo życie.
W Meksyku cieplutko, będzie z 15 stopni. Niestety dzień dość senny i deszczowy.
Jeszcze jedno, bo bym zapomniał: w Atlancie za wiele nie pozwiedzaliśmy. Właściwie nic prócz lotniska. Hotelik za to mogę polecić z czystym sumieniem, w razie, gdyby ktoś się wybierał do Atlanty. Się nazywa "Best Western". Po klientów przyjeżdża na lotnisko hotelowy busik. Nocka w jedynce kosztuje $59, a za dwójkę trzeba zapłacić $65. Podzielone przez dwa wychodzi już dość sympatycznie, wziąwszy pod uwagę warunki i śniadanie w komplecie. Nie. Nie do łóżka.
Zobaczymy kiedy mi się uda wrzucić ten wpis, bo tu z netem krucho. Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie… Mówią, że w recepcji. Do mojego pokoju dociera jakieś widmo netu, które jednak nie bardzo chce się dać używać. To tymczasem!
Pięć lat VoiceOvera dla iOS
-
Skoro już odzywam się co najwyżej od wielkiego dzwonu, to przynajmniej
niech to będzie super okazja. :-)
Panie i Panowie, oto dziś mija pięć lat od pokaz...
11 lat temu
No i nie ustrzegłem się nieścisłości: miejscowość Cotija w Meksyku, gdzie właśnie odbywają się rekolekcje amerykańskich Oaz naszej wspólnoty nie jest miejscem powstania Legionu Chrystusa. Tutaj urodził się i został pochowany jego założyciel, o. Marcial Maciel. Są - owszem - dwa domy legionistów, ale według informacji zamieszczonej w serwisie internetowym zgromadzenia do jego powstania doszło w mieście Meksyku, podczas gdy o. Marcial był jeszcze alumnem seminarium. To tak z dziennikarskiego obowiązku. :)
OdpowiedzUsuńŻeby samemu sobie komentować własne wpisy, do czego to doszło, oj do czego. A co z rekolekcjami - Autor skrobnie coś?
OdpowiedzUsuńTe rekolekcje są wysoce branżowe, bo się na dziewictwie dla Królestwa Bożego koncentrują. Nie narzekam - przyjemnie. :) Choć przyznam, że jak raz zbiegło mi się kilka terminów i jednocześnie muszę troszeczkę się rozpraszać moimi pracami. A to gazeta nasza wspólnotowa, a to znów nie nasza i nie wspólnotowa. I tak to idzie. Aha, rekolekcje się były właśnie wczoraj wieczorem skończyły. Dzisiaj jedziemy do naszego domu pod Guadalajarą, a w poniedziałek, jak Bóg da, z powrotem do Stanów. Tyle.
OdpowiedzUsuń