Chcecie wiedzieć, co było dalej? Pewnie, że chcecie. :)
No więc po obiedzie położyliśmy się na chwilkę, zdrowo pokonani porannym wczesnym wstawaniem i sterczeniem na lotnisku w New Jersey. Obudził mnie jeden z braci: za pół godziny powinniśmy być na JFK (lotnisko Kennedy'ego). Wyjaśniam, że po obiedzie dwie nasze siostry pojechały na lotnisko dopracować szczegóły naszego wyjazdu, bo mimo, że poranny lot New Jersey - Atlanta został odwołany i mieliśmy lecieć nazajutrz, to i tak nie byliśmy pewni naszych rezerwacji. Okazało się zresztą, że jutrzejszy wylot wcale nie jest pewny. Powód - pogoda, która miała się we wtorek popsuć w Nowym Jorku. Na marginesie dorzucam, że w Atlancie w poniedziałek bynajmniej nie padał śnieg. Odwołali lot na wszelki wypadek, bo prognoza była śnieżna.
Koniec końców wyruszyliśmy w poniedziałek wieczorem. Niniejszy wpis powstaje w hotelu, w Atlancie, gdzie do wtorkowego wieczoru będziemy czekać na połączenie do Guadalajary.
A z naszym odlotem było tak: na lotnisku Johna Ficgeralda byliśmy na tyle późno, żeby się poważnie spieszyć. Pani z Delty wymyśliła, że się mnie przewiezie na wózku inwalidzkim, bo wtedy przepuszczają przy wszystkich kontrolach. Był ze mną jeden z naszych braci. Pech chciał, że podczas kontroli bagażu i ubrania został na miejscu mój rejestrator cyfrowy. Fakt ten odkryłem dopiero w samolocie, bo nie mogłem niczego doglądać siedząc na wózku. Kurza twarz!
A samolot i tak odleciał z półtoragodzinnym opóźnieniem. Żywię nadzieję na odzyskanie sprzętu, bo to poważna zabawka dosyć jest.
Jutro "przymusowe" zwiedzanie Atlanty. :) Nie narzekam. Hotel miły, net w pokoju, więc macie najświeższe informacje w tak zwanym czasie rzeczywistym. :)
O dalszym rozwoju sytuacji będziecie na bieżąco informowani. :)
Pięć lat VoiceOvera dla iOS
-
Skoro już odzywam się co najwyżej od wielkiego dzwonu, to przynajmniej
niech to będzie super okazja. :-)
Panie i Panowie, oto dziś mija pięć lat od pokaz...
11 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz