Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


wtorek, 16 lutego 2010

Niezły Meksyk 2

Chcecie wiedzieć, co było dalej? Pewnie, że chcecie. :)
No więc po obiedzie położyliśmy się na chwilkę, zdrowo pokonani porannym wczesnym wstawaniem i sterczeniem na lotnisku w New Jersey. Obudził mnie jeden z braci: za pół godziny powinniśmy być na JFK (lotnisko Kennedy'ego). Wyjaśniam, że po obiedzie dwie nasze siostry pojechały na lotnisko dopracować szczegóły naszego wyjazdu, bo mimo, że poranny lot New Jersey - Atlanta został odwołany i mieliśmy lecieć nazajutrz, to i tak nie byliśmy pewni naszych rezerwacji. Okazało się zresztą, że jutrzejszy wylot wcale nie jest pewny. Powód - pogoda, która miała się we wtorek popsuć w Nowym Jorku. Na marginesie dorzucam, że w Atlancie w poniedziałek bynajmniej nie padał śnieg. Odwołali lot na wszelki wypadek, bo prognoza była śnieżna.
Koniec końców wyruszyliśmy w poniedziałek wieczorem. Niniejszy wpis powstaje w hotelu, w Atlancie, gdzie do wtorkowego wieczoru będziemy czekać na połączenie do Guadalajary.

A z naszym odlotem było tak: na lotnisku Johna Ficgeralda byliśmy na tyle późno, żeby się poważnie spieszyć. Pani z Delty wymyśliła, że się mnie przewiezie na wózku inwalidzkim, bo wtedy przepuszczają przy wszystkich kontrolach. Był ze mną jeden z naszych braci. Pech chciał, że podczas kontroli bagażu i ubrania został na miejscu mój rejestrator cyfrowy. Fakt ten odkryłem dopiero w samolocie, bo nie mogłem niczego doglądać siedząc na wózku. Kurza twarz!
A samolot i tak odleciał z półtoragodzinnym opóźnieniem. Żywię nadzieję na odzyskanie sprzętu, bo to poważna zabawka dosyć jest.
Jutro "przymusowe" zwiedzanie Atlanty. :) Nie narzekam. Hotel miły, net w pokoju, więc macie najświeższe informacje w tak zwanym czasie rzeczywistym. :)
O dalszym rozwoju sytuacji będziecie na bieżąco informowani. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz