Tłumaczenie wg Google'a

A po co?

- Żeby o sobie pamiętać oczywiście. I żeby ewentualnie móc się poznać. Niestety, nie pomoże to mojemu image, bo ci, którzy mnie znają lepiej, rozwieją złudzenia nowych znajomych, ale co tam…

Strona nie jest indeksowana, a jej adres dostaje się tym, co trzeba, czyli krewnym, przyjaciołom i znajomym, których interesuje spotkanie w doborowym gronie. Nie poleca się więc rozpowszechnianie go jak profilu na FaceBooku.


sobota, 16 stycznia 2010

Życie w ciekawych czasach

Niewątpliwie tak chyba trzeba powiedzieć, przynajmniej o wczorajszym dniu.
Piątek, 15 stycznia, godzina 19:30, New Jersey, kościół Najświętszego Sakramentu: miał tu być diecezjalny koordynator Odnowy w Duchu Świętym, ale rano się okazało, że nie może, zwrócił się więc do naszego przełożonego, który gdzieś daleko w Stanach z ekipą prowadzi akurat kursy ewangelizacyjne. Padło więc na mnie. To była Msza z modlitwą za chorych i moja inicjacja jeśli chodzi o liturgię w języku hiszpańskim. I kiedy mówię liturgię, mam również na myśli homilię. Przez kilka godzin byłem w poważnym kłopocie, bo jak niby debiutować, kiedy człek się nie przygotuje, tak jak uważa, że powinien?
Oszczędzając Wam silnej dramaturgii tych wydarzeń, od razu powiem, że wszystko skończyło się dobrze. Następna taka Msza, tyle że po angielsku - w poniedziałek. Po drodze "zwykłe" Msze w parafiach po włosku i angielsku dzisiaj i jutro.

4 komentarze:

  1. Mimo dramaturgii liturgii i trudnej chwilii homilii (czego współczuję, choć jak się po bożemu dzieje, to musi jest ekscytujące) - jam, Robercię, zżarty ciekawością, a może i pozostałe wizytujące Cię wirtualnie towarzystwo zainteresowane (prawda drodzy Państwo czy nie?), ozdrowieństwem skupionych na onej mszy chorych. Pisz tez poniedziałkowo co i jak. Ciao!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie bardzo wiem, co i jak, bo nie było to aż tak duże spotkanie, żeby jego przebieg umożliwiał zapodanie świadectw. Były jednakowoż osoby, które potwierdzały słowa poznania, jakie padły podczas modlitwy. Wyjaśniam, gdyby ktoś miał wątpliwości, bo może wszak mieć, że słowa poznania to takie - nazwijmy to - natchnienia: człowiek, który się modli za innych, odczuwa w sercu/rozumie, że ma się modlić w takiej to a takiej sprawie. No i czasem się tym dzieli ze zgromadzonymi, co jest o tyle ważne, że ci, o których chodzi mogą się dzięki temu przekonać, że Pan Bóg o nich pamięta. Taki dar to jest duża próba wiary dla kogoś, kto się modli, bo niby skąd ma wiedzieć, że jest tak, jak mu przyszło do głowy/serca?
    Jak coś będę wiedział o owocach rzeczonej modlitwy, dam znać.

    OdpowiedzUsuń
  3. anna bosek - rakowska17 stycznia 2010 23:18

    "zwykłe msze po włosku i angielsku" - no i mnie zastrzeliłeś Robercie Ha ha. a swoją drogą to witaj! wybacz tę przydługą ciszę z mojej strony!

    OdpowiedzUsuń
  4. O! Cześć Aniu! Pozdrowienia dla Michała przy okazji! Napisz mailem, jak Wam leci? :)

    OdpowiedzUsuń