To może ja kilka słów…
Przez ostatnie dziesięć lat siedziałem sobie grzecznie na głębokiej lubelskiej wsi. I dobrze mi tu było. Latem, przy okazji spotkania odpowiedzialnych naszej wspólnoty, okazało się, że miałbym się przydać w innym zupełnie miejscu, a mianowicie w Nowym Jorku. Chodzi o pracę w katolickim radio dla Amerykanów mówiących po hiszpańsku. A skoro tak, to trzeba mnie było poddać szybkiej edukacji językowej. No i się poddałem. Edukacji znaczy. Pojechałem na dwa miesiące do Hiszpanii, a teraz, siódmego stycznia, wybywam do Stanów. To chyba tyle, jeśli chodzi o stabilizację i spokojny żywot. W Nowym Jorku wszystko podobno wygląda inaczej.
Pomyślałem, że skoro tak, to będę miał co opowiadać przy każdym spotkaniu i przy okazji pisania do Was. Chcąc każdego z Was potraktować mniej-więcej serio, naprawdę musiałbym się strasznie opisać. No i pewnie pisałbym trochę pobieżnie, a na pewno bardzo rzadko. Wymyśliłem więc to miejsce: stronę internetową, dostępną tylko dla rodziny, przyjaciół i znajomych różnego autoramentu. Będę pisał raz, a porządnie i mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe. Każdy z Was będzie na bieżąco ze wszystkim, w czym biorę udział i co się ze mną dzieje. Do tego będziecie mogli do mnie pisać, a ja będę mógł pisać krótko. :)
mam nadzieję, że takie rozwiązanie Wam pasuje?
Komentarze są do Waszej dyspozycji. Postaram się zmontować również jakąś skrzyneczkę pocztową, żeby można pisać mniej publicznie. Tymczasem zapowiedzi najbliższych wydarzeń:
- 3 stycznia: wybieram się do Bydgoszczy, odwiedzić rodziców. Małe szanse, żeby mi się udało spotkać z kimkolwiek, więc tylko dla porządku piszę. Piątego wracam do domu, a siódmego - wylatuję do Stanów. Planowany powrót - 30 marca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz