Byłem w dwóch parafiach. W jednej odprawialiśmy dla Włochów, a w drugiej dla amerykańskich Amerykanów (po angielsku). Jakież było moje zdziwienie, kiedy w ramach organowej improwizacji przed Mszą usłyszałem tu "W żłobie leży". Okazało się, że organista zna tę kolędę w angielskiej wersji i było mu miło, że ktoś ją rozpoznał. No, a mnie było miło, że ktoś ją znał. :)
Aha, pani kantorka z tejże amerykańskiej parafii śpiewa na co dzień w Carnegie Hall. No słychać, słychać. To nie to, co jedna znajoma organistka z jednej znajomej parafii. Przez grzeczność nie wymienię nazwiska, ani parafii.
A, jeszcze jedno: ja jestem człowiek chwytający raczej szczegóły techniczne, no więc chwyciły mnie za serce niektóre szczegóły właśnie. W obu kościołach nagłośnienie umożliwiało bezstresowy udział w liturgii (nawet odsłuchy w prezbiterium są). I oczywiście w obu kościołach ksiądz odprawiający dostaje przypinany, bezprzewodowy mikrofonik. XXI wiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz